Od pewnego czasu czułem się lekko zaniepokojony brakiem w trójmiejskich mediach (przynajmniej w wydaniach internetowych) wieści na temat budowy stadionu. Zwykle byłem bombardowany newsami związanymi ze stadionem (a to, że tani, a to, że ładny, a to, że budowa idzie zgodnie z harmonogramem) a teraz, od momentu sprawy z mogilnikiem cisza. Brak nawet informacji o przebiegu i wynikach postępowania wszczętego przez Prokuraturę Okręgową w sprawie kwietniowej decyzji magistratu nakazującej natychmiastowe usunięcie odpadów (pod koniec czerwca informowała o tym „Rz“). Rozpętała się intensywna burza na temat odkrycia i likwidacji mogilnika, trwała krótko, po czym zaległa cisza. Kilkutygodniowa flauta.
Przy okazji wczorajszej wieczornej wycieczki rowerowej postanowiłem zboczyć z Alei Zwycięstwa i zajrzeć na budowę Areny, aby uspokoić się nieco wewnętrznie i upewnić się, że stadion w dalszym ciągu jest budowany bez żadnych zakłóceń. Zastanawiałem się przez chwilę, czy aby warto się tam pokazywać – nie wiadomo co z tą błękitną ropą, czy już zabezpieczono i zutylizowano mogilnik, czy może jest on otwarty… Przełamałem się i skręciłem. Po drodze, tuż za skrzyżowaniem z ulicą Swojską ujrzałem duży zielony plakat (tak zwany billboard) z napisem w stylu: „Baltic Arena, pierwszy mecz już w 2011 roku”. Jest ślad, powiało optymizmem, coś się dzieje, zrobiłem się bardziej spokojny, chociaż na samym placu budowy cisza i spokój - żadnego zgiełku, huczących maszyn, leniwie.
Dzisiaj z kolei, jadąc samochodem, usłyszałem w Radiu Gedania skrót wiadomości: „(…)dziś w Letnicy wmurowano uroczyście kamień węgielny pod budowę stadionu (…)”. O mało nie straciłem panowania nad pojazdem z zaskoczenia. Takie wielkie wydarzenie, a ja nic wcześniej o tym nie wiedziałem…
Gdy ochłonąłem – pomyślałem sobie: czy politycy nie mogą czegoś po prostu zbudować, bez urządzania fet z byle powodu, bez towarzyszących temu „wyżerek”, patetycznych przemówień… Nie można po prostu zacząć budowy, zakończyć i oddać obiekt do użytku?
Najpierw impreza z powodu wkopania pierwszej łopaty i Wódz Gedanii siedzący w koparce i udający, że nabiera pierwszą łyżkę ziemi – oczywiście towarzysząca temu sesja zdjęciowa, bankiet… Teraz wmurowanie kamienia węgielnego, a już dzisiaj padła zapowiedź co najmniej podobnej uroczystości za rok – z powodu zawieszenia wiechy na szkielecie stadionu (swoją drogą byłbym ostrożny w wypowiadaniu podobnych deklaracji) . A potem jeszcze zapewne ukończenie budowy, oddanie obiektu użytku, a co dopiero pierwszy mecz – oj, będzie się działo…
Oprócz tego, że takie uroczystości niczemu nie służą i mają wydźwięk propagandowy, denerwują mnie najbardziej z innego powodu: taka zabawa coś przecież kosztuje, a sponsorowana jest z publicznej kiesy, czyli dokładam się do podobnych przedsięwzięć mimo tego, że zdecydowanie tego nie potrzebuję. Ktoś urządza sobie kampanię wyborczą na „publiczny” koszt.
Jak choćby dziś: przyjazd ministra (zapewne samolotem tam i powrotem – przecież nie po polskich drogach J), ściągnięcie całej „Świty” plus bankiety, poczęstunki. Wiem, że te marne kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych to prawie nic w porównaniu do miliarda, który pochłonie łącznie stadion. Zdaję sobie sprawę, że to śmieszna kwota – jednak czy mimo wszystko stać nas na takie harce i czy są one nam potrzebne, czy wnoszą jakąś wartość dodaną? Osobiście wolałbym aby za te pieniądze zbudowano jakiś ogólnodostępny plac zabaw dla dzieci z prawdziwego zdarzenia w dowolnym miejscu Gedanii niż sponsorować drinki i kampanię wyborczą Jaśnie Nam Panującemu.
Podobno mamy kryzys, ogromną dziurę budżetową, podobno jesteśmy wciąż biednym krajem, nie ma pieniędzy na drogi, mosty, parki, szkoły i dziesiątki innych potrzebnych rzeczy… Podobno powinniśmy szukać oszczędności wszędzie gdzie się da, skupiać się na maksymalizacji efektywności wydawanych pieniędzy. Podobno.
Po rewelacji usłyszanej przez radio nie mogłem powstrzymać się przed odwiedzeniem naszych portali regionalnych w poszukiwaniu dalszych wieści o dzisiejszej uroczystości. Nie zawiodłem się – o wydarzeniu napisały wszystkie z lokalnych, internetowych mediów „głównego obiegu”.
Czytając artykuły na ten temat chwilami miałem wrażenie, że czytam prasę z lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku albo, że oglądam Polską Kronikę Filmową z tamtego okresu. Przykład – cytat z podpisu relacji video wklejonej do jednego z artykułów:
„W tle tymczasem robotnicy wylewali 500 metrów sześciennych betonu, które zaplanowano na dzisiejszy dzień. – Praca idzie zgodnie z harmonogramem. Każdy dzień jest rozpisanych szczegółowo – informował Ryszard Trykosko, prezes BIEG 2012.”
Szczytem żenady i rewelacyjnym pokazem propagandy rodem z lat 50. jest „futurystyczna” historyjka o Krzyśku z Wrzeszcza i jego narzeczonej Ewie z Witomina, którzy 15 lipca 2011 przyjeżdżają na pierwszy mecz. Czytając to zadałem sobie pytanie: gdzie jest dno i czy ono w ogóle istnieje? Polecam lekturę i jednocześnie uprzedzam, że podczas czytania nie trzeba używać mózgu, a nawet jest to niewskazane gdyż w przeciwnym razie może bardzo boleć.
Podczas dzisiejszej uroczystości nie obyło się oczywiście bez wielkich przemówień. Chociaż nie byłem tam osobiście – oglądałem krótką relację video i to mi wystarczy.
Nie mogło zabraknąć przemowy naszego Najjaśniejszego Wodza. Ach, jak on pięknie przemawia, jakie prawdy wygłasza. Jaki podniosły ton.
Przemawiał także dawny Prezydent Polszy, Wielki Lech. Nie mam nic do tego Pana, czasami nawet lubię obejrzeć jakiś wywiad z nim bo jest śmiesznie, ale momentami jednak przesadza. Dziś w Radiu Gedania usłyszałem coś takiego (nie jest to cytat dosłowny): „ (…) jeżeli ten stadion przyczyni się do rozwoju, do tego, że powstaną te wszystkie drogi, że ta dzielnica będzie wyremontowana to dobrze, to znaczy, że dobrze zrobiliśmy. Jeżeli nie przyczyni się do tego wszystkiego to znaczy, że źle”. Trudno zaliczyć podobną wypowiedź do superodkrywczych. Będzie słońce albo będzie padał deszcz.
Była też przemowa dawnego Arcybiskupa (i tu ważna rzecz- dlaczego nie było obecnego? Nie interesuje mnie to specjalnie, jednak jest to zastanawiające). I padły wielkie słowa: była mowa o Solidarności, o Europie, porównanie stadionu do świątyni, wspomnienie wielkiej postaci Jana Pawła II…
Ludzie, czy wyście poszaleli? Oprzytomnijcie, apeluję. Przecież to tylko zwykły stadion. Piłkarski. Trochę betonu i murawa. Po co do tego mieszać Jana Pawła II, Solidarność, europejskość…
Z drugiej strony gdy za kilka lat zmierzymy się z problemem co zrobić z pustym stadionem, na utrzymanie którego nie ma pieniędzy i nie ma kto na nim grać, a gwiazdy nie chcą dawać tutaj dochodowych koncertów , będzie można przerobić go w prosty sposób na futurystyczną świątynię. Wszak poświęcony i podniesiony do rangi sacrum został już dziś…
Linki:
Baltic Arena: kamień węgielny już jest
Baltic Arena w Gdańsku. Kamień węgielny pod stadion w Letnicy wmurowany
Wmurowanie kamienia węgielnego jest częścią tradycji. Każda większa inwestycja (publiczna, czy prywatna- nie ma znaczenia) nie może się obejść bez tej uroczystości. Jest to nie tylko wyżerka i przemówienie, ale też pozostawienie po sobie śladu dla przyszłych pokoleń (oprócz aktu erekcyjnego w puszce umieszcza się również aktualne wydanie gazety i inne przedmioty). Wiecha też jest tradycyjną uroczystością, odbywającą się, gdy konstrukcja obiektu zostanie ukończona i podczas budowy byle budy taka uroczystość ma miejsce. Wyobrażasz sobie, żeby wielki stadion (takie obiekty buduje sięraz na 50 lat) nie miał ani wmurowania kamienia węgielnego, ani wiechy? Postulaty wbudowania za te pieniącze placów zabaw jest zwykłym populizmem.
Znam wiele dużych inwestycji prywatnych, podczas realizacji których nie bawiono się w takie hece jak wmurowanie kamienia węgielnego. Jeżeli dla niektórych jest to ważna tradycja to można wmurować czy powiesić pamiątkową tablicę w którymś miejscu i po sprawie. Zdecydowanie nie jestem populistą. Populizmem jest za to dla mnie urządzanie podobnych imprez jak wmurowanie kamienia węgielnego pod stadion.
Wyobrażam sobie doskonale budowę stadionu bez wieszania wiechy, wkopywania pierwszej łopaty i innych kompletnych bzdur organizowanych za “publiczne” pieniądze.
wolałbyś pływalnię?
Jeżeli zorganizowanie biby z okazji wkopania w ziemię kawałka czegoś co nazywają kamieniem węgielnym kosztuje tyle samo co zbudowanie pływalni to tak: wolałbym pływalnię.